odpowiedzi  
  kilka refleksji o ikonie na bazie waszych pytań  

powrót do menu

   
 

 

 
 

Jakiś czas temu narodziła się we mnie pewna myśl w związku z od dawna planowaną przeze mnie rozbudową "ikonnika", aby zamieścić tu trochę tekstów związanych z ikoną i jej kontekstem. Niestety nie udało mi się to, bo wciąż brakuje czasu na stworzenie jakiegoś spójnego "wykładu". Ale pomyślałem sobie, że mógłbym wykorzystać do tego dotychczasową (i przyszłą) e-mailową wymianę zdań, opinii i poglądów, gdyż już wielokrotnie otrzymywałem listy i odpisywałem na nie, starając się w nich wyjaśnić różne sprawy dotyczące teologii, estetyki czy warsztatu ikony. Niestety większość z nich utraciłem, jednak to co mam mogłoby stanowić dobry początek do powstania agory, na której wspólnie moglibyśmy rozmawiać i dzielić się naszą wiedzą i przeżyciem dotyczącym ikony. A zatem zapraszam do współtworzenia tej strony.

Jacek Wróbel sj 

 

 
 

Mam na imię Maciek i od 20 lat mieszkam w USA. Mam rodzinę i jestem człowiekiem wiary - Dzięki za to Bogu. Laski nawrócenia Pan udzielił mi jakieś 5 lat temu. Jako Polak oczywiście jestem katolikiem tak jak większość z nas. Od dzieciństwa rysowałem i malowałem, ale nie kończyłem żadnej szkoły w tym kierunku. Nie mogłem znaleźć swojego stylu w tym artystycznym wypowiadaniu myśli i uczuć mojej duszy a może Bożej duszy, nic tak naprawdę do mnie nie należy. Teraz rozumie po wielu latach poszukiwań że właściwie to błądzenie miało mnie naprowadzić na rozpoznanie tego Bożego Płomienia Miłości który posiadam od urodzenia, który posiadamy my wszyscy - bracia i siostry w Jezusie Chrystusie. Zacząłem próbować malować ikony, ale tak naprawdę nie wiele mam doświadczenia w tej dziedzinie sztuki. Dziękuję za ta stronę - Dzięki Panu Bogu za ludzi takich jak Ojciec. Jest ona bardzo pomocna i naprawdę proszę uwierzyć spełnia swoja rolę dla ludzi takich jak ja. Mam natomiast pytanie - a mianowicie, dlaczego ikony maluje się temperami. Jest to mało popularna technika i czy nie można tempery zastąpić olejem. To na tyle i jeszcze raz wielkie dzięki, szczęść Boże.

Panie Maćku za natchnienie do ikon należy dziękować i cieszyć się nim, bo to rzeczywiście dar Boży. Ale należy też przyłożyć dużo starań i wysiłku, aby nie poprzestać na sentymentalnym malowaniu, ale prawdziwie wchodzić w ducha i warsztat ikonopisania. Technika jest oczywiście ważna, choć nie najważniejsza. Jednak co się tyczy tempery, to jest to właśnie technika tradycyjna ikony, która przy odpowiednim opanowaniu daje efekt niewspółmiernie lepszy i piękniejszy niż olej! Dlatego wymaga ćwiczeń i subtelności. Malowanie temperą zmusza do postawy skupienia i kontemplacji, które przy ikonie są niezbędne. Dlatego przynajmniej na wstępie nie radzę rezygnować z niej. Po opanowaniu podstawowego warsztatu może Pan zmierzyć się z innymi technikami, ale na początku, jeśli traktuje Pan serio ikonę, proszę zdobyć się na pokorę i poprzestać na "kreskowaniu".

 
     
 

Jestem studentem politechniki warszawskiej. Ostatnio na zajęciach z teorii piękna i sztuki pani prowadząca poruszyła temat ikony i obrazu sakralnego. Mięliśmy za zadanie porównać ikonę z obrazem sakralnym. Rozważania nasze oparte były na twórczości Jerzego Nowosielskiego ( a dokładniej na freskach tego artysty w Kościele Opatrzności Bożej w Wesołej ). Mam do Ojca takie dwa pytania: Nie bardzo wiem na czym polega różnica miedzy ikoną a obrazem sakralnym (i czy w ogóle można te pojęcia rozróżniać). Kolejnym problemem jest to czy freski pana Nowosielskiego można zaliczyć do ikon czy może raczej do obrazów sakralnych (o ile istnieje rozróżnienie miedzy tymi pojęciami). (Łukasz)  

Osobiście uważam, że rozróżnienie pomiędzy ikoną (czyli obrazem sakralnym tradycji Wschodniej) a tzw. „obrazem sakralnym” (czyli związanym z kręgiem kultury Zachodniej) jest sztuczne i wyolbrzymione dla podkreślenia walorów ikony jako zjawiska bardziej pierwotnego i silnie związanego z tradycją o charakterze bardziej mistycznym, a wiec tajemniczym i odpowiadającym głębokim (przez to nieokreślonym) potrzebom człowieka. Pojęcie „obrazu sakralnego” bezpośrednio odwołuje się do Sacrum, tj. jakiejś świętości, transcendencji. Ikona ma swój źródłosłów grecki, a eikon to po prostu obraz. Jeśli więc ikona jest przedstawieniem osoby świętej to nie jest niczym innym jako „obrazem (eikon) sakralnym”. Problem moim zdaniem leży gdzie indziej. Nie należy czynić rozróżnienia między ikoną a obrazem sakralnym – bo brzmi to jak różnicą pomiędzy marchewką a marchwią – ale pomiędzy obrazem sakralnym a obrazem o treści religijnej. Stąd też wzięła się  - i to słuszna – krytyka obrazów o treści religijnej, które w kościołach, zarówno tradycji Wschodu jak i Zachodu, zaczęły pełnić funkcję obrazów sakralnych.

A jaka jest różnica pomiędzy jednym i drugim. Skrótowo sprawę ujmując obraz sakralny charakteryzuje się kilkoma cechami – co tez można określić jako warunki kanoniczności: 1) jest to przedstawieniem jednej lub kilku postaci świętych, lub też przedstawieniem sceny biblijnej lub z Tradycji dla wyrażenia jakiejś prawdy wiary, 2) jest przedstawieniem istotnościowym, tzn. takim, że dana osoba lub prawda wyrażone są w sposób jasny i zgodny z Tradycją (a więc określony sposób przedstawiania Chrystusa, Matki Bożej, Świętych i scen). 3) cechuje go prostota i symboliczność – tzn. kolory, gesty i elementy otoczenia mają swoje ścisłe znaczenie, którego nie należy pomijać ani zmieniać. Wiąże się to też z „nie-anegdotycznością” przedstawień – ikona (obraz sakralny) pomija tymczasowość i przypadkowość a wyraża to co wieczne i trwałe. Dlatego mówi się, że ikona ukazuje rzeczywistość duchowa, przemienioną. 4) ikona (obraz sakralny) jest obrazem uobecniającym a nie tylko przedstawiającym. Jest to bardzo ważny rys, który w zasadzie decyduje o tym, że mamy do czynienia z obrazem sakralnym (ikoną), a wyraża się to zewnętrznie poprzez podpisanie (tj. nadanie imienia lub nazwy) i poświęcenie ikony. Ikona nie tylko przypomina o danej Osobie ale staje się pośrednikiem spotkania z Nią.

Natomiast co się tyczy obrazów o treści religijnej lub inspirowanymi nimi, to charakteryzują się one właśnie wspomnianą „anegdotycznością” tzw. chwytywaniem chwili, emocjonalnością i subiektywnością przedstawienia. Ikona odzwierciedla wiarę Kościoła, obraz religijny odzwierciedla wyobrażenie twórcy. Co nie znaczy, że w ikonie nie ma miejsca na osobiste przeżycie i interpretację – przeciwnie, za najpiękniejsze, najbardziej autentyczne ikony uważa się właśnie te, które mają w sobie bardzo wyraźne znamię przeżycia ikonografa – a dotyczy to ikon Teofana Greka, Rublova, Dionizego czy Uszakowa i wielu, wielu innych, których nie znamy z imienia a jednak są identyfikowalne jako wyszłe spod tej samej ręki, a raczej należałoby powiedzieć z jednej duszy. Dla mnie do listy tych ikonografów należy również zaliczyć  Jerzego Nowosielskiego. Wprawdzie jest on bardzo radykalny i charakterystyczny w sposobie malowania ikony ale jednak przy tym bardzo kanoniczny. Może w jego ikonach i polichromiach jest więcej osobistego przeżycia i interpretacji niż w ikonie tradycyjnej, do której przywykliśmy, ale nie ma podstaw do kwestionowania autentyczności jego ikon. „Problem Nowosielskiego”, że tak żartobliwie powiem, bardziej polega na naszym, tj. odbiorców, przyzwyczajeniu i uprzedzeniu niż na ortodoksji samego Nowosielskiego. Już samo to, że polichromie Profesora częściej spotykamy w kościołach obrządku rzymskiego niż wschodniego wywołuje zgrzyt i wątpliwość czy mamy do czynienia z ikoną czy tylko z malarstwem inspirowanym. Przyzwyczailiśmy się, że miejscem ikony jest cerkiew a nie kościół (choć tu spawa ma tak samo jak że wspominają marchwią i marchewką) i zapominając o istocie zwracamy się ku anegdocie. Natomiast to że w większości XIX wiecznych cerkwi w ikonostasach umieszczone były obrazy żywo inspirowane i odzwierciedlające malarstwo baroku, nie przeszkadzało nazywać je ikonami. Nowosielski poszedł w tematyce ikonograficznej dalej niż tradycyjna ikona. Sięgnął po tradycję zachodnią a szczególnie tą, związaną z misterium cierpienia Chrystusa. I tu powstały cykle Dróg krzyżowych (Via Crucis), co do których wysuwa się wątpliwości o ich ewentualnej ikoniczności. Tylko, że Nowosielski na dobrą sprawę nie dokonał niczego nowego, bo i w tradycji prawosławnej obecny jest nurt pobożności a więc i ikonografii pasyjnej, czego wiele przykładów można znaleźć tak w Rosji jak i na Bałkanach i w Grecji – choćby freski z monasteru „Stavronikita” na Górze Athos, która zresztą przez prawosławnych traktowana jest jako kolebka kanonu strażnica ortodoksji.

Z polichromią, z którą mamy między innymi do czynienia w Wesołej, wiąże się to, że należy przypisać jej trochę inny status niż ikonie malowanej na desce. Moim zdaniem ma ona bardziej znaczenie symboliczne niż uobecniające. Porównałbym to do znaku samego krzyża w tradycji Zachodu. Traktuje się go jako symbol święty ale nie przypisuje się uobecnienia jak w przypadku krzyży z postacią ukrzyżowanego Chrystusa (tzw. Pasyjki). Zresztą ikona polichromiczna „żyje” przez  otoczenie całej świątyni, podczas gdy ikony na desce zachowują swój charakter także poza świątynią. Co nie znaczy, że polichromia nie jest ikoną – to dość trudne do rozróżnienia. Chodzi o to, że ikona polichromiczna istniej w całości kościoła, który swoją budową i zawartością symbolizuje cały kosmos – Niebo (stworzony świat duchowy) i Ziemię (stworzony świat doczesny). I wchodząc do kościoła, a konkretnie uczestnicząc w liturgii uczestniczy się w misterium zbawienia całego stworzenia, a nawet antycypuje się już Nowe Stworzenie, którym jest Nowe Niebo i Nowa Ziemia. Dlatego ikona (polichromia) w kościele jest symbolizacją jak i zapowiedzią tego Nowego Stworzenia. I nie wiem w czym miałyby różnić się tu polichromie Nowosielskiego od innych. Zwłaszcza, że malowidła w prezbiterium zachowują tradycyjny układ Oranty i deesiz świętych patronów, a te pod chórem to klasyczne przedstawianie scen z życia Matki Bożej. Czy tylko dlatego poddaje się je w wątpliwość, że malarz zastosował w przedstawieniach więcej uproszczeń? Jeśli tak, to wtedy należałoby odrzucić jako nie-ikony większość tych, powstałych po VIII wieku, które w swojej warstwie malarskiej odbiegają od wczesnych ikon enkaustycznych i stanowią o wiele większe uproszczenie w stosunku do tych pierwotnych niż ikony Nowosielskiego do XIV-sto i XV-sto wiecznych.

 
     
  Tajemnicą jest dla mnie poświecenie ikony - kojarzy mi się to słowo z obrzędem w świątyni
jednak równie dobrze, w przypadku ikony, może być to końcowa modlitwa
ikonopisca - jak jest wiec w rzeczywistości? Co należy zrobić po
skończeniu malowania, aby ikona służyła spotkaniu z Bogiem? (Tomek)

Poświęcenie ikony związane jest z utożsamieniem jej – tj. nadaniem tożsamości –  jako obrazu przedstawiającego i przywołującego obecność Osoby przedstawianej. Dlatego tak ważne jest nadanie ikonie imienia, a więc podpisanie jej imieniem postaci, którą przedstawia. To z kolei wiąże się z teologią (i filozofią też) imienia – dobrze o tym pisze Ojciec Sergiusz Bułgakow. Imię własne, tak osoby jak i rzeczy, wyraża jej istotę. A jako takie jest słowną ikoną tego, co przedstawia. Przywołać imię, to przywołać osobę. Na tym zresztą opiera się teologia modlitwy – teologia spotkania. Przez imię jest ono zapośredniczone ale prowadzi w końcu do bezpośredniego spotkania. Imię Jezusa i świętych wyraża (a nie tylko przypomina) osobę. Nawet więcej – w imieniu Jezusa, Maryi, świętych obecna jest sama Osoba. I tu znajduje sens bardzo głęboka i starożytna modlitwa wzywania Imienia Jezus. To samo dokonuje się w ikonie. Nadanie jej Imienia – tj. podpisanie ikony – jest poświęceniem jej Praobrazowi. Jest to w głębokim sensie połączenie obrazu z rzeczywistością. I chociaż istnienie niezliczona ilość przedstawień Chrystusa, to przez odniesienie ich, przez Imię właśnie, do Pierwowzoru, wszystkie wskazują i odsyłają do żywej i obecnej Osoby. I nie ma tu zmieszania natury Praobrazu z jego obrazem – czym innym jest Osoba a czym innym jej obraz – jednak co do czci są nierozdzielne, tzn. cześć składana obrazowi jest czcią oddawaną Osobie przestawianej. 

Drugą sprawa jest poświęcenie ikony przez sakramentalia. Co do konieczności takiego aktu są różne zdania w Tradycji – począwszy od tego, że już samo nadanie Imienia wystarcza aby obraz pełnił funkcję kultyczną, przez wymogi modlitwy słownej aż do specjalnych rytuałów. Np. w rytuale Kościoła prawosławnego (trebnik) jest kilka modlitw stosowanych do poświecenia różnych ikon, ale znalazły się one tam dopiero w ostatnim okresie. Nie ma ich np. w greckim rytuale (Pedalion). Podobnie sytuacja przedstawia się w rytuale Kościoła katolickiego, gdzie przewiduje się modlitwy na poświęcenie obrazów świętych. W niektórych tradycjach (katolicka i kościoły słowiańskie) przyjmuje się, że do obrzędu poświęcenia trzeba zastosować wodę święconą. W Kościele greckim np. ikonę namaszcza się świętymi olejami, albo przetrzymuje przez 40 dni w świątyni, a następnie przekazuje wiernym. Jednak nie formy czy obrzędy są tu najważniejsze. Trzeba pamiętać, że ikona jest zwiastunem (Dobrą Nowiną) Królestwa niebieskiego – świadectwem o uwielbionej, tj. przemienionej ziemi i niebie. Jest tym czymś, co w nas już się dokonuje i co wypełni się do reszty. Ikona w mieszkaniu czy gdziekolwiek jest oknem na tą nową Rzeczywistość. Dlatego uważam, i taka jest moja praktyka, że podstawowa jest intencja wykonania ikony – a to jest istotowe jej poświęcenie, zgodni z tym co pisałem wyżej. Podpisanie jej jest utożsamienie jej z Pierwowzorem. Po skończeniu malowania zawsze całuję ikonę i wypowiadam krótka modlitwę, lub kłaniam się przed nią, a resztę zostawiam osobie, dla której ikonę wykonuję. Rzeczą dobrą jest dokonać poświęcenia w Kościele (przez Kościół), gdyż jest to potwierdzenie i niejako obwieszczenie uobecniającego charakteru ikony. Rzeczą ważną jest też, że wtedy osoba ta otrzymuje te ikonę od Kościoła – tak jak wszystko otrzymujemy od Kościoła: wiarę, chrzest i inne sakramenty. I tu ujawnia się też to, co nazywam powołaniem ikonografa. Jest on w służbie Kościoła – jak katechista czy koanodzieja – aby głosić Ewangelię, tyle, że nie słowem a obrazem i kolorem.

 
     
 

Mnie również interesuje ikona w swej teologiczno - antropologicznej wymowie i funkcji, choć kompletnie nie potrafię malować :-) ale to chyba bardzo nie przeszkadza :) Aktualnie studiuje Edukacje Medialna (...) i tak sobie myślę, czy nie można by jakoś wykorzystać tematu ikony w odniesieniu do mediów i obecności w nich człowieka, jako istoty chcąc, nie chcąc duchowej... ale to już jest temat na inna opowieść... (Jacek) 

Co do tematu, który rzuciłeś - ikona w komunikacji medialnej - to myślę, ze to jest sprawa podstawowa, choć tak się na pierwszy rzut oka nie wydaje. Zważywszy na to, że najbardziej podstawowe struktury wyrażania doświadczenia, a więc komunikacji w człowieku, to struktury ikoniczne - obrazowe i symboliczne - to ikona w swoim wymiarze duchowym jako "komunikator" właśnie odwołuje się do najbardziej, zdaje się, podstawowych zdolności komunikacyjnych człowieka. Ikona "wyraża", a w dalszym znaczeniu dopiero "opisuje" Dobrą Nowinę i jej Sprawcę. Wydaje mi się, że to wyrażanie łączy w sobie wewnętrzny i zewnętrzny wymiar komunikacji, bo z jednej strony udziela Obecności, a z drugiej strony ją uświadamia, informuje, poucza. Poza tym, co chyba jest najważniejszym wymiarem ikony, w odniesieniu do osoby przed nią stojącej, komunikuje prawdę Bożą, tzn. daję świadectwo, opowiada o miłości Bożej okazanej w Jezusie Chrystusie, ale jednocześnie tej prawdy udziela - osoba stojąca przed ikona Chrystusa poznaje siebie w Nim; metaforycznie rzecz ujmując, patrzy na siebie oczami tegoż Chrystusa. Co więcej, udzielanie się tej prawdy jest źródłem przemiany w osobie stawiającej się w Jego (a więc Ikony - ikony) obecności: „my wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu” (2 Kor 3, 18); i "Albowiem Bóg, ten który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach (inne tłumaczenie: rozświetlił nasze serca), by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa" (2 Kor 4,6)

 

Strona ładna! ale te ikony nie chcąc nikogo urazić są straszne! jestem prawosławny i jestem przyzwyczajony do naszych ikon które są pełne ciepła i miłości (chodzi mi o ikony kanoniczne) te ikony natomiast dla mnie są zimne... ale to tylko moje zdanie. Polecę tą stronę dla katechety w mojej szkole który "źle" mówi na ikony... pozdrawiam (Marek)

Podobanie się i uczucia, które towarzyszą kontemplacji ikony są rzeczą ważną ale nie najważniejszą w jej odbiorze. Przede wszystkim to, co ikona nam komunikuje to obecność świętości przed którą stajemy i na którą chcemy się otworzyć. Spotkanie ze Świętym powinno rodzić w nas miłość i uwielbienie, czasem tylko poczucie tajemnicy a niekiedy nawet uczucie bojaźni. Ale na pewno ikona nie powinna "straszyć" :) Wybacz więc, jeśli nieświadomie wywołałem w Tobie to uczucie.

Ikona zawsze wyraża rzeczywistość świętą i wieczną. Przede wszystkim prowadzi nas do Jezusa, "opowiada" o Jego życiu i świadectwie miłości, które dał przez śmierć i zmartwychwstanie, daje nam spotkać się Jego Matką i wieloma uczniami, którzy naśladowali Go w swoim życiu. Ale ikona to nie tylko "opowieść" o tym co się wydarzyło kiedyś. Ikona jest również przeżyciem wiary tu i teraz, powstaje ona zawsze w jakimś czasie, płynie z jakiegoś doświadczenia, jest próbą przeżycia i wyrażenia tajemnicy, która nigdy tu na ziemi do końca odkryta ani wyrażona nie będzie. Prawdą jest, że ikonopisarz nie powinien traktować ikony jako przestrzeni promowania samego siebie ale powinien wiedzieć, że jest w służbie Kościoła i powinien tworzyć tak, aby święte obrazy służyły modlącym się w spotkaniu z Bogiem. Nie chodzi jednak o to, aby tworzyć ikony cukierkowate i sentymentalne. Myślę, że bardzo dobrym drogowskazem może być tu myśl Andrzeja Turczyńskiego, którą zamieściłem jako motto "ikonnika", a którą wyraził on w książce poświeconej św. Andrzejowi Rublowowi. Przytaczam ją więc raz jeszcze: "(...) nie mogę, nie wolno powtórzyć mi nic z tego, co było przedtem. I nie dlatego, że było złe, ale że było inne. Tamto nie należy do tego, choć to z tamtego wynika i nim się tłumaczy. Lecz przede wszystkim dlatego, że zmienił się człowiek. (...) Wieczne wszak pozostało wiecznym." I tu, jak myślę, wyrażona jest właściwa postawa wobec tego, co odziedziczyliśmy - szacunek ale i bycie twórczym. Nie możemy zatrzymać się na tym co było ale mamy szukać wyrazu naszego własnego i dzisiejszego doświadczenia niezmiennego Boga.

Natomiast obawiam się, że tam, gdzie kładzie się zbyt silny nacisk na niezmienność formy malarskiej, na to aby powtarzać wszystko "kropka w kropkę", można zatracić duchowy i żywy wyraz ikony a traktować ją jako przedmiot magiczny albo czysto sentymentalny, który wzbudza przyjemne uczucia i wspomnienia, a przecież "Bóg jest Bogiem żywych a nie umarłych", jest Bogiem tu i teraz, i dla nas, a nie tego co było kiedyś. A wiec i domaga się dzisiejszego - ale zakorzenionego w Tradycji - wyrażenia Jego obecności. Jestem przekonany, że takie myślenie nie było obce i św. Andrzejowi Roblowowi. Wystarczy spojrzeć na jego dzieło w świetle jego epoki.

 

Czy dziś jeszcze można zajmować się ikoną, czy nie jest to tyko "odgrzewanie" pewnej, przebrzmiałej już, a przynajmniej nie rozumianej współcześnie formy czci Boga. I jak temu nie rozumieniu próbować zaradzić? (Jola)

Cieszy mnie, że zainteresowałaś się tematem ikony, choć nie jest on łatwy. Ikona rzeczywiście jest bardo różnie dzisiaj rozumiana i różne jest podejście do niej - jako do obrazu sakralnego, dzieł sztuki, przedmiotu antykwarycznego, reliktu przeszłości, symbolu pewnej tradycji chrześcijańskiej itp. Na pewno inaczej będzie odbierał i rozumiał ikonę człowiek zachodu, gdyż w naszym kontekście kulturowym obraz sakralny dość szybko się zdewaluował  tracąc swój wymiar pośrednika kultu a stawał się coraz bardziej ozdobą religijna. Również współczesne malarstwo religijne - poza typowymi obrazami, jak Jezus Miłosierny - jest raczej symboliczne niż figuratywne, tzn. zmierza raczej do wywołania jakiegoś wrażenia na oglądającym niż przywołać obecność tego, kogo przedstawia. A taka przecież była i jest funkcja ikony - postawić kontemplującego w obecności Tego, którego obraz ma przed sobą.

Trudno jest mi powiedzieć na ile możliwe jest dzisiaj wskrzeszenie takiej postawy wewnętrznej człowieka, jaką wywoływała ikona choćby 100 lat temu. Nie człowiek jest dziś inny ale jego uwarunkowania - kultura przesytu obrazu. "Ikona" jest wszędzie - każda jedna reklama, obraz telewizyjny, kolorowa gazeta pełnią tę funkcję, a przynajmniej tę cześć, która prowadziła do wyobrażenia, jaką pełniła kiedyś ikona. Dlatego dla mnie, w moim skromnym doświadczeniu i praktyce ikona jest droga medytacji indywidualnej drogi poznania siebie i Boga. Proces twórczy ikony zasadniczo nie zmienił się od setek lat - jedynie materiał jest poddawany doskonalszej i szybszej obróbce. Ale to o co w ikonie chodzi, w jej tworzenie nie zmieniło się ani nie mogło się zmienić - chyba ze ktoś zajmuje się malarstwem o inspiracji ikonicznej a nie samą ikoną. Jeśli chodzi o styl, to ikona jest malarstwem, a jego styl zmieniał się w zależności od epoki - ikona również podlegała temu procesowi. Oczywiście nie było w jej historii rewolucji jakie przeszło malarstwo zachodnie w ciągu ostatnich 100 lat, ale bierze się to stąd, że na Wschodzie czas „wolniej” płynie. Zresztą, kto wie jak rozwinęłoby się malarstwo ikonograficzne w Rosji gdyby nie 70 lat nowego ikonoklazmu sowieckiego. Dla mnie ważnym drogowskazem we współczesnej ikonie - a takie mówienie uważam za jak najbardziej odpowiednie - jest malarstwo Jerzego Nowosielskiego. Kiedy znałem go tylko z reprodukcji robił na mnie okropnie nieprzyjemne wrażenie, aż do czasu kiedy osobiście mogłem zatopić się w jego obrazach. Wtedy dopiero dostrzegłem ile jest tam ognia, doświadczenia wiary, które jest niespokojne a jednoczenie nieporuszone. Zarzuca się Nowosielskiemu pesymizm ale to nieporozumienie. Prawda, uważam że jest to malarstwo nie dla wszystkich, że nie każdy jest w stanie dzielić lub przyznać się do takiego doświadczenia, jakie wyraża w swoich ikonach Nowosielski. Bo tam trzeba przyznać się do swojej słabości i pozwolić się ogarnąć ogniowi miłosierdzia Bożego, które jedynie jest drogą i parasolem ochronnym. Dla mnie właśnie we współczesnej ikonie prof. Nowosielskiego ten ogień wyszedł "na wierzch". Kocham stare ikony, starych mistrzów. Najbardziej fascynuje mnie fresk Teofana Greka - mistrza kreski i trafności wyrazu. Sam chciałbym spróbować takiego fresku. Uważam, że Teofan z XIV wieku i Nowosielski mają bardzo dużo wspólnego. 

Jeżeli chcesz zrozumieć ikonę, to prawdopodobnie nie uda Ci się to. Trzeba z nią wejść w kontakt, w sym-patię, tj. wspólne odczuwanie. Podobnie jak i człowieka nie da się zrozumieć w jego przeżyciu ale trzeba zobaczyć jego łzy i pozwolić mu popłakać w Twojej obecności. Ikona jest w swojej konstrukcji racjonalna (proporcje i symbolika) lecz w tym nie wyczerpuje się treść, która ona niesie. Tak jak modlitwy można nauczyć się tylko przez praktykę modlitwy, tak i pojąć ikonę można jedynie przez obcowanie z nią.

 

 
  Jestem zainteresowany ikoną Świętej Rodziny i wymagań nie mam specjalnie dużych ale jest dla mnie rzeczą ważną aby wykonanie ikony było zgodne z pełnym kanonem prawosławia jeżeli chodzi o materiał, tryb pracy i tematykę - a ona musi być przedschizmowa tzn. czytelna jednocześnie dla Greków i Rzymian. Przy całym szacunku: nie interesują mnie święci Sawa, Joan Kronsztadzki, Aleksander Newski ani ikony przedstawiające świętego Franciszka karmiącego ptaki. To taki mój marny wkład w dzieło ekumenizmu i przypominania wspólnych korzeni. (Robert)  
  Dobrze, że sięgasz do rzeczy w ich istocie i słusznie, że przywiązujesz tak dużą wagę do kanonu i tradycyjnego sposobu sporządzania świętych wizerunków. Jeśli jednak miałbym się trzymać twoich warunków to nie mógłbym niestety wykonać dla Ciebie ikony Świętej Rodziny, gdyż taki temat ikonograficzny nie istniał przed schizmą (chyba, że na ikonie Narodzenia Pańskiego lub Zaniesienia Dziecięcia do Świątyni).

Ikona - jak i cały kult w Kościele - rozwijała się od samego początku i tak jest obecnie, gdyż Tradycja jest żywa. Temat Świętej Rodziny jest w ikonografii typu bizantyjskiego nabytkiem współczesnym - związany jest on z odczytaniem przez chrześcijan potrzeby kultu Boga objawionego w rodzinie ludzkiej i błogosławiącego ją (patrz Księga Rodzaju). 

Nie chodzi o to aby przywiązywać zbyt dużą uwagę do tradycji rozumianej historycznie, jako tylko pewien rodzaj dziedzictwa, ale do doświadczenia wiary Kościoła, który jest ożywiany i w którym działa Duch Święty. Ikona nie jest własnością li tylko traadycji prawosławnej ale skarbem całego Kościoła. I nie jest dla mnie ostatecznym wyznacznikiem co nakazuje lub odrzuca prawosławie, bo i same kościoły prawosławne nie są co do tego zgodne. A poza tym ta sama tradycja ikonograficzna jest żywa w kościołach katolickim obrządku bizantyjskiego lub koptyjskiego - a one pewne sprawy postrzegają według jeszcze własnego doświadczenia. Ważne jest aby czerpać z tego co dobre, by w sposób lepszy wyrażać doświadczenie wiary. Ikona nie jest żadnym obrazkiem świętym dla zadowalania naszych potrzeb estetycznych, nawet religijnych, ale żywym zwiastowaniem Słowa Bożego - jak Ewangelia jest opisywaniem słownym (werbalnym) tego co się wydarzyło dla naszego zbawienia tak ikona jest opisywaniem wyobrażeniowym, posługującym się obrazem. Stąd "pisanie ikony", gdyż nawiązuje to do głoszenia i rozpowszechniania Słowa.

 
     
     
powrót do menu  

  Jacek Wróbel